Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Forum studenckie dla przyszłych, obecnych i byłych studentów kierunków przyrodniczych i pozostałych. Podziel się swoimi doświadczeniami, radościami i smutkami
laso
Posty: 13
Rejestracja: 8 cze 2013, o 11:24

Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: laso » 20 cze 2020, o 09:43

Cześć, czy możecie rozwiać raz na zawsze wątpliwości i napisać o wieku waszych kolegów z roku? Mam na myśli głównie tych najstarszych, a jeżeli są, to czy sobie radzą z nauką (z roku na rok mam wrażenie, że coraz trudniej się uczyć)?

Pozdrawiam serdecznie!

medgirl
Posty: 7
Rejestracja: 16 maja 2020, o 09:23

Re: Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: medgirl » 24 cze 2020, o 11:27

U mnie na roku jest jedna 36-latka, ale od samego poczatku nigdy nie pojawila sie na zajeciach, wiec prawdopodobnie zrezygnowala. Potem jestem ja (33 lata) i dwie osoby z przedzialu 25-28. Bylo jeszcze kilka osob z przedzialu 28-30, ale nikt z nich nie chodzi na zajecia. Jest to pierwsza taka sytuacja od lat - co roku co najmniej 10% wszystkich przyjetych ma 25-50 lat. Statystycznie 2-3 osoby z 10 rezygnuja, pozostalych 7-8 to najbardziej zmotywowani i przewaznie najlepsi studenci na roku (ktorzy beda tez najlepszymi lekarzami, biorac pod uwage ich charakter i podejscie). Na 1 roku stomatologii jest jeden 49-latek, na pielegniarstwie i poloznictwie jest zatrzesienie 35-55 lat.

Ci studenci maja cos, czego 20-latkowie nie maja - kultura osobista oraz dojrzalosc intelektualna i emocjonalna. Maja zupelnie inne podejscie do studiow, nauki, wykladowcow, pacjentow, ktorzy traktuja nas z wiekszym szacunkiem. U mnie 18-25 lat to roszczeniowe, niedojrzale kujony, ktore nie potrafia podjac samodzielnie zadnej decyzji ani polaczyc logicznie zadnych informacji. W ogole nie interesuja sie medycyna. Nie znaja chorob, lekow, ciekawostek, nie maja pojecia o pracy lekarza (prawie wszyscy pochodza z rodzin zupelnie niezwiazanych ze sluzba zdrowia). Studiuja, bo sa przekonani, ze dzieki medycynie zostana milionerami. Nikt nie chce pracowac w szpitalu. Moi wykladowcy sa tym zaniepokojeni i zniesmaczeni i w ogole sie z tym nie kryja.

Pamiec nie jest problemem. Problemem jest to, ze mamy znacznie mniej czasu na nauke - nie mieszkamy w wynajetym pokoju albo z rodzicami, ktorzy sprzataja i przynosza pod nos gotowy obiad. My sami musimy ogarnac mieszkanie, gotowanie, niektorzy maja juz dzieci itd. Jest nam sie jednak duzo latwiej uczyc, bo wiecej rozumiemy i potrafimy oddzielic informacje zbedne od konkretnych, 20-latkowie tego nie potrafia, wiec ucza sie wszystkiego na pamiec bez dystansu i przede wszystkim bez rozumowania.

Takze wiek nie jest problemem w nauce, ale jest problemem w kontaktach towarzysko-studenckich z mlodszymi z powodu roznic w mentalnosci, zachowaniu i kulturze.

TanksAreAwesome
Posty: 29
Rejestracja: 4 wrz 2017, o 09:49

Re: Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: TanksAreAwesome » 25 cze 2020, o 22:00

Chyba się trochę rozpędziłaś.
medgirl pisze:
24 cze 2020, o 11:27
Nie znaja chorob, lekow, ciekawostek, nie maja pojecia o pracy lekarza
Czyli wraz z wiekiem w Twoim mózgu samoistnie pojawia się wiedza z farmakologi? Idąc tym tokiem myślenia wszyscy ludzie po 50 powinni dostawać tytuł profesorski.
medgirl pisze:
24 cze 2020, o 11:27
(prawie wszyscy pochodza z rodzin zupelnie niezwiazanych ze sluzba zdrowia)
Czyli jak chcesz iść na medycynę po 25 roku życia to w rekrutacji musisz spełnić warunek "posiadania lekarza w rodzinie?" Plus co to za argument. Ludzie mający lekarzy w rodzinie zupełnie inaczej podchodzą do studiów. Śmiem powiedzieć, że mają nawet łatwiej, bo tatuś ordynator szpitala zawsze uprosi o ten ostatni termin wykładowce. I takie sytuacje powtarzają się co sesję.
medgirl pisze:
24 cze 2020, o 11:27
Problemem jest to, ze mamy znacznie mniej czasu na nauke - nie mieszkamy w wynajetym pokoju albo z rodzicami, ktorzy sprzataja i przynosza pod nos gotowy obiad. My sami musimy ogarnac mieszkanie, gotowanie, niektorzy maja juz dzieci itd.
A czym się różni mieszkanie w wynajętym pokoju od mieszkania w swoim własnym mieszkaniu. I tutaj i tutaj musisz sobie sama ugotować, posprzątać, itp. Jest duży odsetek osób, które studiują w mieście oddalonym od swojej rodzinnej miejscowości o kilkaset kilometrów - więc tutaj mamusia może tylko życzyć smacznego przez telefon.

medgirl
Posty: 7
Rejestracja: 16 maja 2020, o 09:23

Re: Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: medgirl » 26 cze 2020, o 10:24

Nie znaja chorob, lekow, ciekawostek, nie maja pojecia o pracy lekarza

Czyli wraz z wiekiem w Twoim mózgu samoistnie pojawia się wiedza z farmakologi? Idąc tym tokiem myślenia wszyscy ludzie po 50 powinni dostawać tytuł profesorski.
I zarzucasz mnie, ze sie rozpedzilam... Czy ja napisalam, ze idac na studia maja znac nazwy wszystkich chorob genetycznych albo farmakodynamike pregabaliny? Chcialabym jednak, zeby kandydat na medycyne znal roznice miedzy grypa a przeziebieniem albo aspiryna i penicylina. Zreszta tu, gdzie studiuje, znacznie wieksza wiedza niz ta o aspirynie jest juz wymagana na egzaminie wstepnym.
(prawie wszyscy pochodza z rodzin zupelnie niezwiazanych ze sluzba zdrowia)

Czyli jak chcesz iść na medycynę po 25 roku życia to w rekrutacji musisz spełnić warunek "posiadania lekarza w rodzinie?"
Wypowiedz w nawiasie dotyczyla akurat opisu studentow 18-25 a nie 25+. Nigdzie nie napisalam, ze trzeba miec lekarzy w rodzinie. Moglam jednak napisac, ze trzeba miec za to umiejetnosc czytania ze zrozumieniem.

Jeszcze jedno odnosnie pochodzenia lub nie z rodziny lekarskiej - ja nie napisalam tego w tonie negatywnym. To byla tylko ciekawostka, moze zrobilam skrot myslowy nie dodajac informacji, ze kiedys znacznie wiecej studentow (a czesto prawie wszyscy) pochodzilo z rodzin zwiazanych ze sluzba zdrowia i stad obserwacja, ze obecnie to sie zmienilo. Ja mam mnostwo kolegow na roku, ktorzy poszli na medycyne, bo mysleli, ze w szpitalu jest jak w Dr House. Nie chce ich nawet za to winic, bo oni nie mieli skad wziac wiedzy o prawdziwej pracy lekarza i szczerze to strasznie mi ich zal jak widze ich rozczarowanie podczas studiow.

Z kolei raczej zaden 35-latek nie idzie na medycyne, bo naogladal sie seriali. To sa w wiekszosci pasjonaci i realizatorzy niespelnionego marzenia, ludzie pracujacy w sluzbie zdrowia w zawodach pokrewnych, ale niezadowoleni ze swojej pracy (pielegniarki, pomoce dentystyczne, analitycy itd.), profesorowie uniwersyteccy z dziedzin pokrewnych, ktorzy chca sie doksztalcic, bo maja po kilka tytulow z biotechnologii, farmacji itd., ale brakuje im medycyny do pelni szczescia. Jeden z moich profesorow jest jednoczesnie studentem 5 roku :-)
Plus co to za argument. Ludzie mający lekarzy w rodzinie zupełnie inaczej podchodzą do studiów. Śmiem powiedzieć, że mają nawet łatwiej, bo tatuś ordynator szpitala zawsze uprosi o ten ostatni termin wykładowce. I takie sytuacje powtarzają się co sesję.
Uwielbiam ten argument... Cale szczescie, ze na moim wydziale nikt mnie nie zna, bo nawet sobie nie wyobrazam, czego musialabym sie nasluchac w Polsce od kolegow z roku bedac czwartym pokoleniem z rzedu na studiach medycznych w mojej rodzinie. A tak mam czyste sumienie, ze wszystko osiagnelam wylacznie dzieki wlasnej wiedzy i wlasnej pracy a nie dzieki tatusiowi.
A czym się różni mieszkanie w wynajętym pokoju od mieszkania w swoim własnym mieszkaniu. I tutaj i tutaj musisz sobie sama ugotować, posprzątać, itp.
W moim przypadku roznica miedzy posprzataniem malego, wynajetego pokoju i reszty mieszkania na zmiane z innymi podczas 5 lat poprzednich studiow a posprzataniem 150 metrow kwadratowych z tarasem i dwoma balkonami z pomoca narzeczonego. Roznica miedzy gotowaniem dla siebie i dla dwoch osob (w przypadku innych starszakow czesto takze dla dzieci, ja ich jeszcze nie mam, ale znam studentow medycyny, ktorzy maja ich nawet trojke). Serio, nie ma roznicy?

TanksAreAwesome
Posty: 29
Rejestracja: 4 wrz 2017, o 09:49

Re: Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: TanksAreAwesome » 26 cze 2020, o 11:45

medgirl pisze:
26 cze 2020, o 10:24
Zreszta tu, gdzie studiuje, znacznie wieksza wiedza niz ta o aspirynie jest juz wymagana na egzaminie wstepnym.
Nie wiem, gdzie studiujesz, ale na większości Polskich uczelni medycznych pod uwagę w rekrutacji brana jest matura. Gdzie żadnego pytania o penicylinę nie będzie, ale już o cykl rozwojowy workowców tak. Więc trudno się dziwić, że maturzyści będą się uczyć tego, co jest im potrzebne do uzyskania jak najwyższego wyniku na maturze, a działania niepożądane kwasu acetylosalicylowego będą znać tylko jacyś hobbyści. Ale czy to źle? Przecież podczas tych niesamowicie długich studiów medycznych mamy aż 6lat, żeby nabyć te potrzebną i niezbędną wiedzę. Natomiast w klasie maturalnej wolałam poświęcić wolny czas na rozwiązanie arkusza, a wakacje przed 1 rokiem na odpoczynek, niż na czytanie Bochenka jak niektórzy zapaleńcy. I wcale nie czuję się przez to gorszym studentem i mam nadzieję, że gorszym lekarzem również nie będę.
medgirl pisze:
26 cze 2020, o 10:24
Ja mam mnostwo kolegow na roku, ktorzy poszli na medycyne, bo mysleli, ze w szpitalu jest jak w Dr House. Nie chce ich nawet za to winic, bo oni nie mieli skad wziac wiedzy o prawdziwej pracy lekarza i szczerze to strasznie mi ich zal jak widze ich rozczarowanie podczas studiow.
Tutaj się muszę zgodzić. Ja sama nie posiadając nikogo, kto byłby lekarzem tak na prawdę nie miałam pojęcia z czym się wiąże praca w szpitalu i samo bycie medykiem. Idąc na studia nie byłam przekonana, czy chcę być lekarzem i nadal mam wątpliwości. Ale czy to automatycznie znaczy, że powinnam mieć gap year i się zastanawiać? Albo iść na inne studia, do których nie tak samo nie byłabym przekonana? Szanuję ludzi, którzy zdają maturę z wiedzą, kim chcą być w przyszłości. Wydaje mi się jednak, że jest to mniejszość. A wiek 20-25lat to idealny wiek, żeby "odnaleźć siebie". Ludzie rzucają studia, zmieniają, zaczynają kolejne nie tylko na medycynie, ale na wszystkich studiach świata. I nie miałabym szansy dowiedzieć się jak jest na tej słynnej medysajnie jakbym sama tutaj nie poszła, bo skąd. Z forów internetowych? Gdzie ludzie piszą, że nie mają czasu ugotować obiadu, bo za 2 tygodnie mają koło z anaty?
medgirl pisze:
26 cze 2020, o 10:24
To sa w wiekszosci pasjonaci i realizatorzy niespelnionego marzenia, ludzie pracujacy w sluzbie zdrowia w zawodach pokrewnych, ale niezadowoleni ze swojej pracy (pielegniarki, pomoce dentystyczne, analitycy itd.), profesorowie uniwersyteccy z dziedzin pokrewnych, ktorzy chca sie doksztalcic, bo maja po kilka tytulow z biotechnologii, farmacji itd., ale brakuje im medycyny do pelni szczescia.
Każdy człowiek ma prawo robić w życiu to, co go uszczęśliwia, nieważne czy ma 20/30/50lat. I jeżeli ktoś w wieku 30lat chce wywrócić swoje życie do góry nogami to na prawdę szanuję i podziwiam za odwagę. Ale to nie znaczy z automatu, że ta osoba jest sama w sobie lepsza. Tak, ma większe doświadczenie w studiowaniu, tak - pielęgniarka na medycynie ma większą wiedzę od kogoś, kto zdawał pół roku temu maturę. Ale po co się porównywać do innych? After all wszyscy będziemy mieli te same uprawnienia.
medgirl pisze:
26 cze 2020, o 10:24

W moim przypadku roznica miedzy posprzataniem malego, wynajetego pokoju i reszty mieszkania na zmiane z innymi podczas 5 lat poprzednich studiow a posprzataniem 150 metrow kwadratowych z tarasem i dwoma balkonami z pomoca narzeczonego. Roznica miedzy gotowaniem dla siebie i dla dwoch osob (w przypadku innych starszakow czesto takze dla dzieci, ja ich jeszcze nie mam, ale znam studentow medycyny, ktorzy maja ich nawet trojke). Serio, nie ma roznicy?
Bardzo się cieszę, że Ci się w życiu powiodło. Ja niestety na ten moment dysponuję wynajęta kawalerką z chłopakiem, dzieci nie mamy. Więc tak, gotuje dla 2 osób. I dodatkowo mam pracę na pół etatu, żeby się jakoś utrzymać. Pół etatu to 20h w tygodniu pracy, a czasami więcej, którą mogłabym poświęcić na naukę. Więc myślę, że raczej nie można powiedzieć, że mam dużo czasu na głupoty. A dzieci mogłabym mieć, a nie mam. To jest wszystko kwestia wyborów. Jeżeli ktoś decyduje się na dzieci na studiach medycznych to jestem pewna, że zdaje sobie z tego sprawę, że jest to kolejny ogrom obowiązków. Ale raczej nikt nikogo do posiadania dzieci nie zmusza. I raczej nie powinno się robić z siebie męczennika, bo ja mam dzieciaka, z którym się muszę zająć w piątkowy wieczór, a nie wyjść z kolegami do baru na piwo.

W swojej poprzedniej i tej wypowiedzi nie miałam zamiaru nikogo dyskredytować. Tak jak napisałam: wszystko to kwestia Twoich własnych wyborów. I nie porównujmy się kto ma gorzej, a kto ma lepiej, bo to do niczego nie prowadzi i możemy się w nieskończoność przekrzykiwać. Każdy wiek rządzi się swoimi prawami i trudno oczekiwać od 20latka, że będzie tak samo dojrzały jak 35letnia matka 3 dzieci. Idąc na studia w tym wieku zapewne spodziewałaś się, że trafisz w większości do towarzystwa znacznie młodszego. To tak, jakbym nagle trafiła do 8klasy podstawówki i miała pretensje, że muszę spędzać czas z dzieciakami :)

medgirl
Posty: 7
Rejestracja: 16 maja 2020, o 09:23

Re: Dobra, rozwiejmy raz na zawsze wątpliwości - starszaki na lekarskim

Post autor: medgirl » 28 cze 2020, o 19:41

na większości Polskich uczelni medycznych pod uwagę w rekrutacji brana jest matura. Gdzie żadnego pytania o penicylinę nie będzie, ale już o cykl rozwojowy workowców tak. Więc trudno się dziwić, że maturzyści będą się uczyć tego, co jest im potrzebne do uzyskania jak najwyższego wyniku na maturze, a działania niepożądane kwasu acetylosalicylowego będą znać tylko jacyś hobbyści. Ale czy to źle? Przecież podczas tych niesamowicie długich studiów medycznych mamy aż 6lat, żeby nabyć te potrzebną i niezbędną wiedzę. Natomiast w klasie maturalnej wolałam poświęcić wolny czas na rozwiązanie arkusza, a wakacje przed 1 rokiem na odpoczynek, niż na czytanie Bochenka jak niektórzy zapaleńcy. I wcale nie czuję się przez to gorszym studentem i mam nadzieję, że gorszym lekarzem również nie będę.
Ja bylam w biol-chemie, ale nie zdawalam biologii na maturze (co bylo jedynym powodem, dla ktorego nie zdawalam na medycyne). Pare miesiecy temu przegladalam w internecie arkusze z ostatnich lat i cos sie we mnie zagotowalo ze zlosci. Biedni maturzysci... Mimo to uwazam, ze ta przykladowa aspiryna nie ma wiekszego zwiazku z biologia na maturze. To jest wiedza ogolna, tzn. ciekawostki, ktore ktos, kto interesuje sie medycyna powinien znac, co nie oznacza znac na pamiec Bochenka albo Gray'a w 1 liceum, bo to przesada w druga strone. Mam kolege, ktory jako dziecko wiedzial doslownie wszystko o dinozaurach, i to wlasnie przesada w druga strone, ale akurat skonczyl z taka wiedza jako wykladowca na Oxfordzie i jest super szczesliwy ;-) Ja pewnie tez mam troche skrzywiony punkt widzenia, bo wychowalam sie doslownie "w szpitalu", u mnie w domu nie bylo innych tematow, zamiast bawic sie lalkami buszowalam w schowku z narzedziami chirurgicznymi i czytalam ulotki informacyjne lekow... Czy ta dodatkowa wiedza mi pomaga? Na studiach ogromnie. Czytajac ksiazki do egzaminu moge pomijac wiele opisow i wykladowcy bardzo cenia sobie tez ciekawostki na egzaminie, podwyzszaja ocene. Na egzaminie wstepnym duzo mniej, tzn. mozna nie odpowiedziec na te kilka pytan z wiedzy ogolnej medycznej a i tak sie dostac, takze niby jest to wiedza wymagana, ale nie majac jej i tak mozna sie dostac.

Jeszcze jedno - znam naprawde wielu fantastycznych lekarzy, ktorzy nie pochodza z rodzin lekarskich, jak i lekarzy synow i corki wielkich profesorow uniwersyteckich, ale ktorzy nie powinni miec prawa wykonywania zawodu. Znam tez mnostwo przypadkow, w ktorych uczen przerosl mistrza, tzn. lekarzy znacznie lepszych od swoich rodzicow i dziadkow. Pochodzenie nie jest rownoznaczne z byciem lub nie dobrym lekarzem, chodzi tylko o swiadomosc pracy lekarza i mniejsze ryzyko rozczarowan podczas studiow.
Szanuję ludzi, którzy zdają maturę z wiedzą, kim chcą być w przyszłości. Wydaje mi się jednak, że jest to mniejszość. A wiek 20-25lat to idealny wiek, żeby "odnaleźć siebie". Ludzie rzucają studia, zmieniają, zaczynają kolejne nie tylko na medycynie, ale na wszystkich studiach świata.
Ja pochodze z pokolenia, ktore wybitnie nie wiedzialo, co chcialo robic w przyszlosci, bo bylismy krolikami doswiadczalnymi wielkiej reformy edukacji, na dodatek na kazdym kroku namawiano nas na rozne modne kierunki dla niezdecydowanych (symbolem takich bezsensownych kierunkow byla europeistyka). Wsrod moich znajomych pojedyncze osoby zajmuja sie w zyciu tym, co chcialy. Ja tez studiowalam inny kierunek, zgodny z moimi zainteresowaniami i z tym, co wydawalo mi sie, ze chcialam robic, ale gdy poznalam dobrze srodowisko od srodka (telewizja) rozczarowalam sie i stwierdzilam, ze to nie dla mnie.
Każdy człowiek ma prawo robić w życiu to, co go uszczęśliwia, nieważne czy ma 20/30/50lat. I jeżeli ktoś w wieku 30lat chce wywrócić swoje życie do góry nogami to na prawdę szanuję i podziwiam za odwagę. Ale to nie znaczy z automatu, że ta osoba jest sama w sobie lepsza. Tak, ma większe doświadczenie w studiowaniu, tak - pielęgniarka na medycynie ma większą wiedzę od kogoś, kto zdawał pół roku temu maturę. Ale po co się porównywać do innych? After all wszyscy będziemy mieli te same uprawnienia.
Ja nie chcialam porownywac, chodzilo mi o kwestie dojrzalosci intelektualnej i mentalnej, inne podejscie do studiow i do pacjenta. To prawda, ze uprawnienia beda takie same dla kogos, kto skonczyl medycyne w wieku 24 lat i 55. Mi chodzilo o to, ze gdy patrze na dzisiejszych 18-25 latkow (zwlaszcza 18-20) i porownuje ich do mojego pokolenia w ich wieku widze przepasc. My tez bylismy niezdecydowani, zastraszeni, niedojrzali itd., kazdy wiek ma swoje prawa, ale w odroznieniu do nich mielismy zainteresowania, pasje, szersze horyzonty, bylismy towarzyscy, mniej egoistyczni. Nie znam dobrze dzisiejszych 20-latkow w Polsce, bazuje na wloskich 20-latkach, ale nie sadze, zeby roznica byla znaczna. Piszac, ze wiekszosc z tych 30+ na medycynie beda swietnymi lekarzami chodzilo mi o to, ze nie sa kujonami tylko pasjonatami (a kujony po medycynie koncza marnie, przynajmniej u mnie), nie ucza sie wszystkiego na pamiec tylko mysla i lacza fakty a dojrzalosc i doswiadczenie pomaga im w kontaktach z wykladowcami i pacjentami.
Bardzo się cieszę, że Ci się w życiu powiodło.
Ja tego tak nie widze i wcale nie uwazam, zeby mi sie jakos szczegolnie powiodlo. Wrecz przed medycyna bylam przekonana, ze jednak mi sie nie powiodlo, bo nie robilam w zyciu tego, czego chcialam, lata lecialy i wydawalo mi sie, ze sie zycie przeciekalo mi miedzy palcami. Cale szczescie nie naleze do osob, ktore uwazaja, ze powodzenie w zyciu jest rownoznaczne z zamazpojsciem i macierzynstwem, dla mnie jest rownoznaczne z samorozwojem i dazeniem do realizacji marzen i planow, takze z tego punktu widzenia zdanie na medycyne po 30-tce uwazam za sukces i to pomimo komentarzy wszystkich tych, ktorzy uwazaja to za fanaberie.

Co do mieszkan to tutaj metraze sa duzo wieksze niz w Polsce, balkony i tarasy tez z uwagi na klimat, wiec nie mozna mierzyc powodzenia ta miara, bo jest nieadekwatna do polskich standardow. Poza tym moj partner pracuje od prawie 20 lat, studia ma dawno za soba, wiec styl zycia tez jest juz inny.
Jeżeli ktoś decyduje się na dzieci na studiach medycznych to jestem pewna, że zdaje sobie z tego sprawę, że jest to kolejny ogrom obowiązków. Ale raczej nikt nikogo do posiadania dzieci nie zmusza. I raczej nie powinno się robić z siebie męczennika, bo ja mam dzieciaka, z którym się muszę zająć w piątkowy wieczór, a nie wyjść z kolegami do baru na piwo.
Ja mam wielu znajomych z dziecmi na medycynie, w tym moja kuzynka, ktora urodzila na 5 roku. Nie wiem w ilu przypadkach byly to swiadome decyzje a w ilu nie, nie pytalam ;-) przewaznie robily sobie rok przerwy, zadna nie narzekala. Najstarsi studenci, czesto z dziecmi w wieku szkolnym zaawansowanym tez nie narzekaja, wrecz sie ciesza, ze moga sie czuc mlodziej ;-)
Idąc na studia w tym wieku zapewne spodziewałaś się, że trafisz w większości do towarzystwa znacznie młodszego. To tak, jakbym nagle trafiła do 8klasy podstawówki i miała pretensje, że muszę spędzać czas z dzieciakami
Nie uwierzysz, ale sie nie spodziewalam :-) Tzn. od kilku lat grupa starszakow (czyli powiedzmy 25/30+) to czasem nawet 30% wszystkich studentow na roku. Trafil mi sie pierwszy rocznik od lat, na ktorym prawie wszyscy maja 20-24 lata. Bylam naprawde zdziwiona. Chce jednak zaznaczyc, ze sa 20-latkowie, z ktorymi w ogole nie czuje roznicy wieku i ich tez nie obchodzi moj wiek. Niestety nie sa wiekszoscia na roku, wrecz sa mniejszoscia, ale to wystarczy, zeby nie czuc sie wyobcowanym. Jeszcze jedno, ja nigdy nie powiedzialabym tym 'niedojrzalym, egoistycznym dzieciakom bez zainteresowan', ze sa 'niedojrzalymi, egoistycznymi dzieciakami bez zainteresowan' ;-) - moge to napisac gdzies w internecie albo powiedziec w rozmowie wsrod znajomych jako obserwacje, ale nie widze zadnego sensu, zeby otwarcie narzekac na studentow z roku w ich towarzystwie (a niektorzy tak robia i pozniej sie dziwia, ze cierpia na ostracyzm towarzyski). Jest nas duzo, nie ze wszystkimi trzeba sie zaprzyjaznic. Studiujemy dla siebie, nie dla kogos.

Konczac, jesli macie czas, checi, srodki finansowe (nie ukrywam, ze studiowanie medycyny kosztuje) nie zastanawiajcie sie i probujcie. Nawet jesli sie nie dostaniecie to nic nie szkodzi, sprobujecie ponownie albo zrezygnujecie, ale z mysla "sprobowalem/am i jestem z siebie dumny/a". Te 6 lat to niby szmat czasu, ale tak naprawde mija w mgnieniu oka.

ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post